Nowa Zelandia – Szkolenie MA-URI i podróż

Challenger przed wejściem do pierwszego MARAE, w którym mieszkaliśmy na treningu (Whangarei)

Szkolenie się na Praktyka MA-URI® zajmuje 90 dni, ale jest rozłożone w czasie. Pierwsze 60 dni można odbyć w Polsce/innych krajach europejskich na  jedno- lub dwutygodniowych zjazdach. Ostatni etap (30 dni) odbywa się w Nowej Zelandii. Większość treningu prowadzona jest przez Katję i Hemiego Fox (małżeństwo). Hemi jest Nowozelandczykiem, Katja Dunką. Razem uczą techniki bodyworku od kilkudziesięciu lat (Strona Instytutu).

Podróż rozpoczęła się pod koniec stycznia 2017 od paru dni na skrajnej północy Nowej Zelandii (na północ od Auckland), a miesięczny traning rozpoczął się w Whangarei (okolice Auckland). Wycieczka uwzględniała objazd wypożyczonym autem dwóch wysp – Północną i Południową (wraz z Wyspą Stewarta). Łącznie 2 miesiące.

WARSZTAT

Niełatwo opowiedzieć miesięczny szamański warsztat (zwłaszcza, że większość przygód odbywa się we wnętrzu). O czym natomiast warto wspomnieć to wyjątkowy element lokalizacji – w 20 osób mieszkaliśmy w kilku Marae, które nie są dostępne dla turystów jako miejsce noclegowe. To sakralne miejsca spotkań w Nowej Zelandii i jest ich bardzo wiele na obu wyspach (odpowiednik kościołów w Europie). Przy czym w Marae na ścianach wieszane są zdjęcia zmarłych krewnych i można z nich wyczytać całe linie genealogiczne lokalnej społeczności. Spanie w takim miejscu było wyjątkowym doznaniem, a sny z tamtego okresu są niezapomniane. Miejsce treningu zmieniało się trzykrotnie, więc mieliśmy okazję nocować w trzech różnych Marae (Whangarei, Karetu, Waikare). Każde z nich miało wyjątkowy charakter i sprzyjało innego rodzaju energiom i transformacjom. Wewnątrz Marae nie można wykonywać zdjęć, ale poniżej znajdziecie zdjęcia budynków z zewnątrz, także tych odwiedzonych przez nas w Waitangi i Rotorua.

Na warsztacie obowiązywała codzienna rutyna, niezmienny grafik dnia. Tańce, wykłady, medytacje, sesje Bodywork (które robiliśmy sobie nawzajem), czasem spacery po lesie (rodzaj vision questu). Wieczorami szyliśmy nasze korowai’e (płaszcze z bawełny inspirowane tradycyjnymi Korowaiami wykonanymi z piór Kiwi; możecie je zobaczyć na zdjęciach tutaj). Taki monotonny grafik to było dla nas spore wyzwanie, szczególnie dla osób, które lubią jak się dużo dzieje i zmienia (czyli dla nas 🙂 ). 30 dni silnego odczuwania emocji i oczyszczania ciała (restrykcyjna dieta). Szczególnym wyzwaniem były liczne triggerujące sytuacje i odsłaniające się kolejne warstwy ego, zazdrości, rywalizacji, złości. Był to warsztat, na którym chciałoby się być świetlistym i oczekiwało się wcześniej wysokich lotów w niebiańskich klimatach, podczas gdy pojawiała się gorzka prawda o samym sobie i nie dało się jej od siebie odepchnąć. 🙂  Praktyka niełatwa, ale na pewno pogłębiająca wiedzę o samej sobie.

Najbardziej wyjątkowe dla mnie chwile miały miejsce w Waikare. Trafiliśmy tam zupełnym „zbiegiem okoliczności”, gdyż w miejscu, gdzie odbywała się większość treningu (Karetu), Marae było potrzebne do przeprowadzenia ceremonii pogrzebowych. Przenieśliśmy się do Waikare na 5 dni. Piękne miejsce – dolina, w której płynie rzeka wpadająca do morskiej wody, otoczona pięknymi pokrytymi buszem wzgórzami. Rzeka codziennie podnosiła i się opadała. Kąpaliśmy się w niej w przerwach między zajęciami. Szczególne położenie Marae w Waikare zawdzięcza także bliskości do miejsca pochówku Babci Nauczyciela Hemiego Fox, od której w młodości Hemi otrzymywał nauki szamańskie.

Ukoronowaniem szamańskiej inicjacji była dla nas bardzo mocna ceremonia zakończenia – wystąpienia przed Challengerem w otoczeniu Nauczycieli i uczestników szkolenia. Ogromne emocje, zwłaszcza, że na początku przemowy i na jej koniec należy zagrać na flecie wykonanym przez siebie z bambusa. Na flecie gra się przez nos i jest on dość kapryśny. Nie zawsze chce wydać z siebie dźwięk 🙂 Przemówienie układa się samemu i jest ono wypowiedzianym na głos przyrzeczeniem i obietnicą, wyzwaniem stawianym sobie, podziękowaniem, …. U nas, jednym z elementów wypowiedzianych na głos było przyrzeczenie dane samemu sobie i Challengerowi, aby…

KROCZYĆ ZAWSZE ŚCIEŻKĄ SERCA, NIGDY UMYSŁU CZY LĘKU

I ta obietnica zmieniła moje życie nie do poznania. To zdanie nieustannie do mnie wraca.

Czytaj dalej

Antykariera i Sekret, czyli wymarzone życie

Gdy wchodzi się na ścieżkę duchową i korzysta się z metod rozwoju duchowego, prędzej czy później człowiek zaczyna odczuwać niedopasowanie do rzeczywistości, szczególnie zawodowej. Rozmawiam ze znajomymi ze świata ezo 🙂 i zaczynam mieć wrażenie, że stanowi to nieodłączny etap/ element towarzyszący ścieżce duchowej. Obserwowałam różne scenariusze u znajomych- rzucanie pracy, gdy nie ma się nic w zamian, wstępowanie do szkół/ zakonów/ ośrodków duchowych lub zmiany formy zarobkowania na taką, która wiąże się ze wspieraniem innych na ich ścieżkach duchowych. Decyzje te kończyły się różnie.

Jak to jest u Ciebie? Praca wspiera Twój rozwój duchowy? Przeszkadza Ci w nim? A może nie ma z nim związku? U mnie zmieniało się to w czasie… Temat na pewno jest żywy dla wielu osób…

Ostatnio przyszły do mnie dwie książki, które doradzają, jak kształtować swoją drogę zarobkowania, swoje życie, swoje osobiste szczęście w każdej sferze, także finansowej/ zawodowej.

  • Antykariera – Rick Jarow
  • Sekret – Rhonda Byrne

O ile Antykariera ma dobrą sławę w kręgach ezoterycznie zakręconych ludzi, o tyle Sekret  to taki trochę ezo-pop, który uzyskał dużo większą popularność w różnych kręgach. Powstał nawet film na jej podstawie w 2006 roku (opis filmu na Filmweb). Niełatwo przez niego przebrnąć ze względu na styl amerykańskiego poradnika, ale być może dla niektórych będzie on ciekawym wprowadzeniem w temat kształtowania swojej rzeczywistości.

W tym wpisie postaram się porównać obie książki i podzielić się esencją fragmentu autoterapii opisanej w Antykarierze. Czytaj dalej

Lowen – ciekawa terapia depresji

Znam metody Alexandra Lowena ze słyszenia i były to zawsze bardzo entuzjastyczne opinie. Po tę książkę sięgnęłam jednak z rezerwą, bo czytanie o depresji jest jak tarzanie się w smole. Ku mojemu zaskoczeniu okazała się naprawdę ciekawą lekturą. Gorąco polecam ją każdemu, kto interesuje się pracą z ciałem lub pracuje ze swoim smutkiem i brakiem poczucia sensu życia.

Co ważne, depresja skrajna klinicznie (gdy pacjent nie reaguje na żadne bodźce, leży w łóżku i nie jest w stanie podjąć żadnej aktywności) zdarzała się pacjentom Lowena rzadko. Terapeuta pracował głównie z osobami, które funkcjonowały „normalnie” – np. chodziły do pracy, były w związkach, ale towarzyszył im głęboki smutek, poczucie pustki, silne wahania emocji (od depresyjnych epizodów do euforii – czyli „dwubiegunówka”, według klasycznej nomenklatury), brak poczucia sensu, wypalenie.

Pierwsze rozdziały Depresji i ciała mnie wciągnęły. Po pierwsze zaskoczył mnie styl i holistyczne podejście Lowena. W opisach symptomów depresji, diagnozowaniu pacjentów i terapii znajdziemy:

  • psychologię emocji
  • nomenklaturę Freudowską (co może być kontrowersyjne dla osób korzystających z metod ezoterycznych)
  • energię w ciele
  • kontakt z Absolutem i wiarę.

W tym tekście chciałabym Wam przedstawić najciekawsze punkty z pierwszych dwóch rozdziałów książki o tytułach:

  1. DLACZEGO DOTYKA NAS DEPRESJA (podrozdziały: Depresja a nierzeczywistość, W pogoni za iluzją, Osoba wewnątrzsterowna)
  2. UGRUNTOWANIE W RZECZYWISTOŚCI (Euforia a depresja, Ugruntowanie jednostki, Kilka bioenergoterapeutycznych ćwiczeń gruntujących)

Czytaj dalej

IKIGAI – japoński sposób na szczęście

Słowo IKIGAI rzuciło mi się ostatnio parę razy w oczy. Sięgnęłam więc po książkę. Gdy przeczytałam dedykację na pierwszej stronie, pomyślałam, że jest dla mnie:

Mojemu bratu Aitorowi, który najczęściej ze wszystkich znanych mi osób powtarza: Stary, ja nie wiem, co mam w życiu robić!

Książka okazała się przyjemną pozycją na jeden/ dwa wieczory. Napisana w lekki sposób, konkretna, czasami powierzchowna. Wdzięcznie przypominająca o tym, co ważne. Wskazuje tematy do zgłębienia, nie mając ambicji samej się wgłębiać.

Punktem wyjścia autorów były niebieskie strefy na kuli ziemskiej (od tytułu książki Buettnera). Miejsca, gdzie występuje największe zagęszczenie stulatków. Są to:Czytaj dalej